"Tyle rozpocząłem"
Wspomnienie
o ks. Wojciechu Danielskim
Któż z nas wie, kim drugi jest człowiek? Ocieramy się o siebie, jakby
tajemnica o tajemnicę.
Dziękuję Bogu, że dane mi było "otrzeć się"
o tajemnicę, którą nosił w sobie tak przejrzyście, po ludzku - dlatego, że
tak bardzo po chrześcijańsku, paschalnie - kapłan, którego imię Wojciech.
I czy mógłby Bóg dać nam pod słońcem jeszcze jakiś większy dar
od daru spotkania?
Spotkanie z Księdzem Wojciechem przyjmuję
jak wielką łaskę.
Ilekroć zajdę do kaplicy na Sławinek, tylekroć
wydaje mi się, że Ksiądz Wojciech za chwilę przyjdzie do ołtarza. Nie
pozostawił po sobie żadnej skargi oprócz tej jednej - "tyle spraw
zaledwie rozpocząłem..."
Tyle jest dobra do spełnienia, lecz niestety,
każdy jest tylko człowiekiem i boleśnie doświadcza swej ograniczoności,
nie tylko wobec zła, któremu ulega, ale przede wszystkim wobec dobra,
którego spełnia tak mało, a na pewno nie tyle ile chciałby spełnić.
"Tyle rozpocząłem" - ta skarga staje się modlitwą, krzykiem ludzkiej
duszy o ocalenie tego, co kruche, choć prawdziwe, dobre i piękne. Czy
nie potrzeba aż wieczności, aby dokończyć tego, co człowiek zaledwie
zdążył rozpocząć na tej ziemi?!
Spowiadał modląc się za grzesznika i
z grzesznikiem, tak że sakrament pojednania stawał się wyznaniem wiary w
miłującego Boga i uwielbieniem Boga Miłosiernego.
Był poetą.
Zostawił Kościołowi piękne strofy pieśni, hymnów, kantyków i psalmów,
które przełożył z innych języków na język ojczysty.
Wielu z nas
długo jeszcze będzie się modlić jego słowami. A potrafił nieraz przez
kilka tygodni szukać odpowiedniego słowa.
Był mistagogiem.
Miał absolutny "słuch" liturgiczny. Dla niego
prawdziwy czas odmierzany był przez wydarzenia zbawcze celebrowane
według kalendarza liturgicznego. Sama zaś liturgia była dla tego kapłana
istotą całej rzeczywistości, On nie uczył liturgii, on wtajemniczał
w misterium Kościoła. W ilu oazowiczach zebranych w Krościenku nad
Dunajcem zaszczepił umiłowanie Eucharystii, sam tylko Bóg wie. Nie ma
Kościoła bez Liturgii Eucharystycznej, ani Eucharystii bez Kościoła.
Ksiądz Wojciech kilka miesięcy przed śmiercią podczas naszego
ostatniego spotkania w Krościenku powiedział mi, że "Eucharystia jest
przystankiem (stacją) wędrującego Kościoła".
Cieszył się swoim
kapłaństwem, a rozumiał je i realizował jako służbę.
Cieszył się
każdym spotkanym na swej drodze kapłanem i każdą osobą konsekrowaną. A
ilu on miał przyjaciół wśród świeckich! Znalazł zawsze czas, by o
nich pamiętać.
Tyniec był jego "małą ojczyzną".
Nosił w sobie
bardzo gorące pragnienie gromadzenia kapłanów we wspólnoty kapłańskie.
Piszę to świadectwo na Ukrainie, gdzie boleśnie doświadczamy wielkiego
braku kapłanów.
Dlaczego więc on odszedł do Pana w tak młodym wieku?
Ksiądz Wojciech był prostym i serdecznym człowiekiem. A jednak
przez cały czas był jakby nie z tego świata. Jego choroba i jego
śmierć przypieczętowały to przeczucie i "czy w życiu, czy w śmierci,
należymy do Pana..."
Ks. Andrzej Madej OMI
Kijów, 20 stycznia 1995 roku
Przedruk z: "Życie uczynił Liturgią"
Światło-Życie, Lublin