Ofiarowywanie siebie
Po domu rodzinnym i grupie ministranckiej Ruch ¦wiat³o-¯ycie sta³
siê dla mnie wielkim darem Bo¿ym i miejscem mojego wzrastania w
wierze. Wchodzi³em do Ruchu przez rekolekcje oazowe I stopnia, które
poci±gnê³y mnie do¶wiadczeniem wspólnoty - radosnej, braterskiej,
skupionej na Ewangelii. Kolejne etapy formacyjne prowadzi³y mnie do
odkrycia powo³ania do kap³añstwa. Nie by³em w stanie zaakceptowaæ tego
wezwania a¿ do pierwszego do¶wiadczenia osobistego spotkania z Bogiem
¯ywym w czasie zimowych rekolekcji dla animatorów w 1978 r. Od tej
chwili rado¶æ, któr± pozna³em w pierwszym spotkaniu ze wspólnot± oazow±,
pog³êbi³a siê i spotêgowa³a odkryciem Boga, który w Chrystusie sta³ mi
siê bliski, odkryciem, ¿e On nadaje sens memu ¿yciu zapraszaj±c mnie,
bym poszed³ za Nim.
Odkrywanie Boga, rado¶ci wiary prze¿ywanej
i dzielonej we wspólnocie prowadzi³o mnie do podejmowania pos³ugi
animatora - czu³em potrzebê sp³acenia d³ugu zaci±gniêtego niejako przez
korzystanie z pos³ugi starszych sióstr i braci. Równocze¶nie dostrzega³em,
¿e Chrystus kszta³tuje mnie i zmienia stopniowo prowadz±c drog± powo³ania.
Okres pobytu w Seminarium by³ wa¿ny dla mnie, dla mojego wzrostu
w Ruchu. Na roku by³o nas kilku kolegów, którzy rozpoznawali swoje
powo³anie poprzez formacjê Ruchu. Wchodzili¶my wiêc ju¿ tak± zgran±
paczk±, od pierwszego roku Seminarium czuli¶my siê szczególnie ze sob±
zwi±zani i te¿ potrzebni sobie nawzajem. Mogli¶my liczyæ na siebie i
wiedzieli¶my, ¿e to nasze bycie razem, we wspólnocie, jest poci±ganiem siê
ku dobremu, poci±ganiem siê te¿ ku wierno¶ci Panu Jezusowi. Nie wszyscy z
nas ukoñczyli Seminarium, ale dla tych, którzy pozostali, takie oparcie
we wspólnocie budowanej na do¶wiadczeniu charyzmatu ¦wiat³o-¯ycie by³o
niezmiernie wa¿ne. Gdzie¶ w po³owie formacji seminaryjnej rozpoczê³y
siê bardziej regularne spotkania z braæmi z Bia³egostoku. To dla mnie
by³ kolejny krok do przodu. Na tych spotkaniach rozmawiali¶my o Unii
Kap³anów Chrystusa S³ugi, zapoznawali¶my siê z pierwszym projektem
statutu ksiêdza Blachnickiego i prze¿ywali¶my to jako co¶ bardzo nam
bliskiego, bardzo dla nas wa¿nego. Niestety nie nabra³o to jakich¶
konkretnych kszta³tów organizacyjnych, ale mieli¶my ¶wiadomo¶æ tworzenia
pewnej duchowej wspólnoty, bliskiej wiêzi duchowej. I tak pozosta³o
do dzi¶. To grono braci kap³anów jest dzisiaj bardzo sobie bliskie.
Kolejnym krokiem mojego dojrzewania by³ czas studiów specjalistycznych
w Rzymie. Tam, praktycznie od pierwszego roku, Pan Bóg postawi³ na mojej
drodze takich wspó³braci, z którymi mog³em siê spotkaæ na p³aszczy¼nie
wiary, mogli¶my dzieliæ siê ze sob± do¶wiadczeniem odkrycia Chrystusa
jako Mistrza powo³uj±cego. To dzielenie mia³o te¿ wymiar codzienny,
nie tylko jakich¶ wspomnieñ, ale dzielenia siê ¿yciem, naszym ¿yciem
studenckim i jednocze¶nie kap³añskim. To byli ludzie nie tylko z
Polski, ale tak¿e z innych krajów, g³ównie Maltañczycy. Oni wnosili co¶
nowego, do¶wiadczenie Ruchu Focolare, do¶wiadczenie maltañskiego ruchu
eucharystycznego. To wszystko by³o dla mnie bardzo znacz±ce, gdy¿ z
dala od domu, od mojego ¶rodowiska, znalaz³em co¶ bardzo mi bliskiego,
w³a¶nie tak± ma³± wspólnotê kap³añsk±. Uczy³em siê wtedy przyja¼ni
kap³añskich, przyja¼ni, które okaza³y siê trwa³e.
Na trzecim roku
tych studiów mieli¶my kurs po¶wiêcony w ca³o¶ci dokumentowi soborowemu
Presbiterorum ordinis. Wyk³adowca zatrzyma³ siê w swoich rozwa¿aniach
nad punktem 8. dotycz±cym w³a¶nie wspólnotowego wymiaru kap³añstwa,
kap³añstwa diecezjalnego. Mimo ¿e z dokumentami soborowymi spotka³em
siê ju¿ na studiach seminaryjnych, to jednak tamte rozwa¿ania w Rzymie
by³y dla mnie rzeczywi¶cie niezwykle odkrywcze, skonfrontowa³em
przekazywan± tam wiedzê z moim do¶wiadczeniem i odkry³em, ¿e to, o
czym mówi Sobór, to s± pragnienia, które od pocz±tku nosi³em w sercu.
Bardzo wa¿nym do¶wiadczeniem by³ udzia³, ju¿ od pierwszych lat pobytu
w Rzymie, w spotkaniach ksiê¿y sympatyzuj±cych czy zwi±zanych z Ruchem
Focolare. Spotkania by³y, przynajmniej przez pewien czas, do¶æ regularne
i tam te¿ do¶wiadczy³em wspólnoty kap³añskiej z lud¼mi gromadz±cymi siê
wokó³ idea³u Ruchu Focolare. Byli bardzo otwarci, nie by³o dla nikogo
¿adn± przeszkod± to, ¿e ja przychodzi³em z innego do¶wiadczenia,
przyjmowali mnie z rado¶ci±, mog³em siê i dzieliæ, i s³uchaæ ich
dzielenia. By³y to spotkania bardzo proste w swojej strukturze, chodzi³o
o to, ¿eby siê wspólnie chwilê pomodliæ, ¿eby podzieliæ siê tym, co
stanowi tre¶æ naszego studenckiego i kap³añskiego ¿ycia, cieszyæ siê
swoj± obecno¶ci±.
Tak¿e w¶ród polskich ksiê¿y studiuj±cych w Rzymie
spotka³em takich, którzy nosili w sercu pragnienia pewnej formy ¿ycia
wspólnotowego. W Instytucie Polskim odby³o siê kilka spotkañ kap³anów
zwi±zanych z Przymierzem Kap³añskim z diecezji warszawskiej. Widzia³em,
¿e to nie jest tylko co¶, co ja tam sobie ubzdura³em, ale wielu braci
nosi w sercu podobne pragnienia.
W czasie letnich wakacji, po oazie,
któr± prowadzi³em w Tylmanowej, mia³em dzieñ wolny i dzieli³em siê
tymi do¶wiadczeniami i przemy¶leniami z ksiêdzem Henrykiem na spacerze
do Sarnich Ska³ek. Tu z kolei odkry³em, ¿e to jest te¿ poszukiwanie i
pragnienie ks. Franciszka prze¿ywane przez wielu kap³anów z Ruchu. Z
rado¶ci± uczestniczy³em w 1990 r., w czasie Podsumowania Oaz, w momencie
formalnego zaistnienia Unii Kap³anów Chrystusa S³ugi. By³o to dla mnie
ogromne prze¿ycie.
Gdy po studiach wróci³em do £om¿y i podj±³em
pos³ugê w diecezji, przez pewien czas we wspólnocie kap³anów spotykali¶my
siê na dzieleniu. Gdy ukaza³a siê adhortacja Ojca ¦wiêtego Pastores dabo
vobis, wspólnie pochylali¶my siê nad tym wielkim darem. Ale przyszed³ te¿
czas jakiego¶ os³abniêcia gorliwo¶ci i spotkania siê przerwa³y. Pozosta³o
jednak pragnienie, ¿eby co¶ jednak o¿ywiæ, bo bycie we wspólnocie tylko
poprzez modlitwê czy sporadyczne spotkania gdzie¶ tam przy jakiej¶ okazji,
to by³o o wiele za ma³o. W tym roku, na zakoñczenie II tygodnia Æwiczeñ
Ignacjañskich, wraz z braæmi z naszej diecezji wrócili¶my do wspólnego
spotykania siê na modlitwie i dzieleniu. Mam nadziejê, ¿e spotkania,
które siê ju¿ rozpoczê³y, bêd± trwa³y, przynajmniej bracia wyra¿aj±
pragnienie, szczer± wolê spotykania siê, wspólnej modlitwy. Jest
nam to na pewno potrzebne. My¶lê te¿, ¿e stanowi to narzêdzie ³aski
Bo¿ej. Przez t± nasz± skromn± ma³± wspólnotkê Pan Bóg dzia³a, jeste¶my
dla siebie wzajemnie darem i pomoc±.
My¶lê, ¿e to, i¿ Wspólnota
Kap³anów Ruchu ¦wiat³o-¯ycie jest Wspólnot± Kap³anów Chrystusa S³ugi,
nie jest przypadkowe. Ile razy mam mo¿liwo¶æ zawitania na Kopi± Górkê do
kaplicy Chrystusa S³ugi, to jest to dla mnie bardzo g³êbokie prze¿ycie. Ta
kaplica Chrystusa S³ugi jest dla mnie uprzywilejowanym miejscem, gdzie
jako¶ czujê siê wyj±tkowo blisko Chrystusa i gdzie szczególnie ³atwo
przychodzi mi modlitwa. To te¿ nie przypadek.
Musia³bym siêgn±æ
jeszcze do do¶wiadczenia ministranckiego. W s³u¿bie ministranckiej,
w s³u¿bie o³tarza, dojrzewa³a we mnie my¶l, ¿e bycie przy o³tarzu jest
s³u¿b±. Nigdy nie traktowa³em tego jako czego¶ ni¿szej kategorii, ale jako
s³u¿bê nobilituj±c±. By³ taki moment, kiedy mój tata ¶piewa³ na chórze,
ja s³u¿y³em przy o³tarzu i z dum± my¶la³em: no, Nowaccy obsadzili ca³y
ko¶ció³, i przód, i ty³. Ale to by³a pos³uga, to by³o bycie w kluczowych
miejscach liturgii, gdzie¶my byli razem z tat± po to, ¿eby s³u¿yæ.
Kiedy Pan Bóg prowadzi³ mnie drog± powo³ania kap³añskiego, to
wcze¶niejsze do¶wiadczenia s³u¿by w³a¶nie przy o³tarzu, ubogacone, jako¶
pog³êbione poprzez formacjê Ruchu ¦wiat³o-¯ycie i pos³ugê animatorsk±,
stawa³y siê dla mnie bardzo cenne, w³a¶nie dla sposobu my¶lenia o
kap³añstwie, sposobu dorastania do kap³añstwa. Nigdy my¶lenie czy mówienie
o s³u¿bie kap³añskiej nie by³o dla mnie jak±¶ kwesti± tylko nazewnictwa,
ale oznacza³o pewien sposób ¿ycia.
Ilekroæ odczytujê Hymn ¶w. Paw³a
z Listu do Filipian, z drugiego rozdzia³u, to jest to dla mnie za ka¿dym
razem bardzo bliskie. Uni¿enie prowadz±ce do wywy¿szenia, do chwa³y. Skoro
Chrystus przeszed³ t± drogê, to dla mnie nie mo¿e byæ innej drogi. Jest
to droga dawania siebie po to, by byæ sob±, dawania siebie dzisiaj po
to, ¿eby byæ naprawdê kap³anem. Dla mnie rado¶æ kap³añska to jest rado¶æ
ofiarowywania siebie, swego czasu i swoich zdolno¶ci, takich, jakie one
s±, rado¶æ s³u¿enia, bycia do dyspozycji, dzisiaj dla mojego biskupa, ale
bycia te¿ do dyspozycji wspólnoty, wobec której Pan Bóg mnie stawia. Jest
nieraz takie bycie do dyspozycji, które wymaga rezygnowania z czego¶, co
po ludzku mog³oby byæ ³atwiejsze, przyjemniejsze, wygodniejsze. Ale te¿
muszê powiedzieæ, i¿ mam g³êbok± ¶wiadomo¶æ, ¿e takie w³a¶nie s³u¿enie i
bycie do dyspozycji, oddawanie siebie, jest dla mnie ¼ród³em tak wielkiej
rado¶ci, jakiej nie by³bym nigdy w stanie do¶wiadczyæ w jakim¶ szukaniu
samego siebie, szukaniu tylko swojej przyjemno¶ci, swojej wygody. To
jest taki bardzo konkretny wymiar spotykania siê z Chrystusem S³ug±.
Ks. Wojciech Nowacki, £om¿a