Skuteczny znak
Kapłanem jestem od 11 lat. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czym jest
dla mnie idea kapłana Chrystusa Sługi, musiałbym się cofnąć do moich
początków w Ruchu Światło-Życie, tzn. do roku 1979. Wtedy bowiem po
raz pierwszy dane mi było być w Kaplicy Chrystusa Sługi. Poruszył mnie
witraż w tej kaplicy. Chrystus wznoszący swoje ręce w geście wkładania
dłoni w dłonie Ojca i wizerunek Ducha Świętego. Zwróciłem także uwagę
na słowa, znajdujące się przy wejściu do kaplicy, z Listu do Filipian:
Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie przyjąwszy
postać sługi. Znamy doskonale ten hymn o uniżeniu Chrystusa, o Jego
kenozie. To spotkanie zapadło mi szczególnie w pamięć.
Gdy później
odkrywałem swoje powołanie w Kościele, jako powołanie do kapłaństwa,
ogromnie pragnąłem realizować ideał Chrystusa Sługi w sobie. Stawał
mi się bliższy przez studium Pisma św. i teologii biblijnej. Poza tym
doświadczałem na co dzień realizacji tego ideału w Ruchu Światło-Życie,
w którym tkwiłem już całkowicie. Ruch mnie pochłonął. Na swoim prymicyjnym
obrazku napisałem słowa wyjęte z 61. rozdziału Księgi Izajasza: Duch
Pański spoczywa na mnie, gdyż Pan namaścił mnie i posłał, bym ubogim
niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, niewidomym przejrzenie, abym
obwoływał rok łaski od Pana. Słowa te, którymi Chrystus objaśnił swoją
misję Sługi Pańskiego, Sługi Jahwe, stały się dla mnie bardzo ważne. I
chociaż był we mnie lęk, czy jestem godzien, by się podpisać słowami,
które Chrystus odniósł do siebie, czy nie jest to zuchwałość z mojej
strony, to przyszła odpowiedź, że to nie ja sam biorę sobie te słowa,
ale że to Pan je daje. Że nawet nie słowa są tu ważne, ale ważna jest
misja Chrystusa, którą mam uobecniać. A zatem, jeżeli ma to być misja
Chrystusa, to w tym samym co Chrystus zawołaniu. Realizowałem tę posługę
tak, jak umiałem. Wydawało mi się, że jednym z najważniejszych znamion
tej służby jest ubóstwo, więc bardzo pragnąłem tak żyć, żeby się nie
wyróżniać. Bałem się, żeby tym co posiadam kogoś nie przytłoczyć, żeby
tym nie zamknąć komuś drogi do Ewangelii, bowiem kapłan, który "szpanuje"
tym co posiada, może zamknąć drogę do Pana Jezusa. Starałem się tak żyć,
żeby nie wyróżniało mnie to, co posiadam. Starałem się żyć w postawie
zapomnienia o sobie.
Kiedy dzisiaj patrzę na doświadczenie mojej
ówczesnej kapłańskiej posługi, to widzę je z większej perspektywy, widzę
moje błędy, niedociągnięcia. Wydaje mi się, że nie dorastam do tych słów,
które wypisałem na prymicyjnym obrazku. Może stąd też zrodziła się przed
laty potrzeba, żeby być w gronie kapłanów, którzy, podobnie jak ja, chcą
w życiu realizować ideał Chrystusa Sługi. Nawet nie oczekiwałem, że to się
stanie tak szybko, że tak szybko odnajdę taką wspólnotę.
W 1990 roku,
w sierpniu, na Podsumowaniu Oaz w Krościenku, temat ten powrócił. Nie
było czasu, żeby się zastanawiać. Bardzo szybko, może w ciągu godziny,
może krócej, już teraz nie pamiętam, podjąłem decyzję - chcę być we
Wspólnocie Kapłanów Chrystusa Sługi. Byłem jednym z tych, którzy na nowo
reaktywowali swoją decyzję wejścia do Unii Kapłanów Chrystusa Sługi.
Decyzja ta była jednak przygotowywana latami bycia w seminarium,
wspólnymi spotkaniami w gronie braci-kleryków, dzieleniem się Ewangelią,
dzieleniem się doświadczeniem Kościoła. Wyjeżdżaliśmy na różne rekolekcje,
niekoniecznie oazowe i dzieliliśmy się doświadczeniami. Mieliśmy wspólne
z braćmi z Białegostoku doświadczenie kleryckich oaz modlitwy. To wszystko
przygotowywało moje serce do tego, by być we Wspólnocie Kapłanów Chrystusa
Sługi. Pierwsze lata po powrocie z Krościenka w naszej łomżyńskiej
wspólnocie budziły dużą nadzieję. Trwaliśmy w niej niezłomnie i spotkania
nasze były bardzo owocne. Dokonywało się w nich dzielenie życiem, wspólna
modlitwa, rodziły się pomysły i inspiracje do posługi. Był też element
formacji intelektualnej. Wydawało się nam, że wspólnota bardzo szybko się
rozrośnie i że będzie dużą grupą. Tak się jednak nie stało. Kiedy już było
nas na spotkaniach coraz więcej, jakby zamierał duch braterstwa. Spotkanie
sprowadzało się do bardzo ogólnikowych i płytkich doświadczeń. Z czasem,
po którychś wakacjach, nie spotkaliśmy się już więcej. Pozostawało
pragnienie w sercu i myśl o tym, że trzeba doprowadzić do wznowienia
spotkań. Tak się stało w tym roku. Wśród tych samych, a także nowych
braci, wspólnota się rozwija. Jestem za to szczerze Panu Bogu wdzięczny,
ponieważ nie jestem sam, są obok mnie inni, którzy podobnie jak ja czują,
pragną, zdążają do wspólnego celu. Cieszę się, że w tej wspólnocie są
już ci, którzy kiedyś byli moimi uczniami w szkole, później w seminarium
wzrastali przy mnie, a dzisiaj są kapłanami. To bardzo cieszy, raduje.
Wspólnota jest dla mnie miejscem doświadczenia braterstwa - to po
pierwsze, miejscem dzielenia się posługą kapłańską oraz doświadczeniem
środowiska uczniów Pana Jezusa. To są trzy najważniejsze elementy.
Czego pragnę? Tego, by Wspólnota Kapłanów Chrystusa Sługi stawała się
znakiem skutecznym, tzn. przyciągającym innych. Widzę ogromną potrzebę
takiego poszerzania wspólnoty. Pragnę, by środowisko wspólnoty stawało
się coraz bardziej żywym i dającym życie, żeby nie było tylko trwaniem
konsumpcyjnym - bo mnie jest z tym dobrze, bo dla mnie jest to owocne.
ks. Aleksander Suchocki, Łomża